piątek, 30 sierpnia 2013

Dawno skrywane talenty

Następnego dnia który przyniósł ze sobą nową falę brytyjskiego deszczu Victorię obudziły hałasy dobiegające z salonu domu który znajdował się na parterze Victoria mieszkała na drugim piętrze więc nawet gdyby była bardzo leniwa przed zejściem po dwóch parach schodów i po dwóch korytarzach, wykonała by toaletę poranną i ubrała by się. tak też zrobiła włożyła na siebie różowe leginsy czarną, zwiewną bluzkę z krótkim rękawkiem czarne baleriny i różowy sweterek. Poczesała włosy i umyła swoje mleczne ząbki. Jako iż nie lubiła chodzić w rozpuszczonych włosach poszła popytać lokatorów czy potrafią zrobić warkocza. Jako pierwszego dostrzegła Liama.
-Wujciu potrafisz zrobić warkocza?
-Wybacz słoneczko ale nie.
Poszła dalej nie znała jeszcze wszystkich członków domu więc nie wiedziała kogo spotkała. Chłopak przyprawiał ją o dreszcze więc postanowiła zejść jak najszybciej ze schodów. Pomyślała że mało to prawdopodobne żeby któryś z chłopców potrafił jej zrobić fryzurę więc zaczęła szukać Carolin. Harry poinformował ją że wyszła i wróci dopiero po południu 
-A ty wujciu umiesz zrobić warkoczyk?
-Noooo...
-To zrób mi!
-ok.
Harry zrobił jej warkoczyk o ile można tak to nazwać. Ważne że się trzymał. Victoria podziękowała i pocałowała chłopaka w policzek. W tym momencie do pokoju wszedł Louis który na widok małej zareagował zawołaniem
-Heeeeej jestem Louis. A ty?
-Victoria...Odpowiedziała dziewczynka nieco zdziwiona 
-Harry to ty jej robiłeś fryzurę spytał się Loczka
-No tak...odpowiedział zawstydzony 
Lou wybuchnął śmiechem 
-Siadaj mała. Powiedział wskazując na fotel stojący na środku salonu
Pożeracz marchewek zabrał się do pracy. Zręcznie rozplątał coś co zrobił Hazza i zaczął coś tworzyć.
Robiąc przedziwne miny i wypowiadając przedziwne słowa stworzył geniusz fryzjerstwa 

***
Po południu Harry, Louis, Liam,Caroline i Victoria poszli na zakupy, w koncu rok szkolny trwa trzeba małą wysłać do szkoły.

czwartek, 29 sierpnia 2013

Tak właśnie minął pierwszy dzień w domu Harrego Stylesa.

         Czy mieszkańcy willi zaakceptują siedmioletnią dziewczynkę?




  Dzień był deszczowy. Pogodą przypominał dzień tragedii. 
   Harry jechał prosto przed siebie. Cały czas myśląc jak zacząć  rozmowę z małą Victorią. Dziewczynka siedziała koło niego cały 
 czas zerkając w jego stronę. W pewnym momencie zauważył że    dziewczynka mocno przytula do siebie brązowego misia z różową  kokardą. 
       - To twój miś - zapytał uśmiechając się do dziewczynki.
       - Nie. To miś mojej mamusi. - powiedziała cicho.
   Widać było że ciężko jest jej wymówić słowo mamusia. Harry      poczuł że nie powinien zadawać takiego pytania. Ale skąd miał  wiedzieć że tak będzie brzmieć odpowiedz. 
       - Już prawie jesteśmy w domu.
       - Ale to nie jest mój dom. Ja mieszkam w Amsterdamie.
       - Teraz to jest twój dom. Masz jakiś wujków oprócz mnie?
       - Nie. - odpowiedziała cicho.
       - To teraz masz pięciu wujków i jedną ciocię. - powiedział
  szybko zmieniając temat - Jesteśmy na miejscu.
                          

     ***

 Weszli do domu. Czekała już na nich Carolin. 
  - Hej. Jesteś Victoria prawda? - zapytała, a dziewczynka 
 odpowiedziała kiwnięciem głowy - Ja jestem Carolin. Choć  zaprowadzę cie do twojego pokoju. Mam nadzieje że ci się  spodoba. - powiedział i wzięła dziewczynkę za rękę. 
 Jej pokój wyglądał tak:


               
   Na schodach spotkały Liama, który od razu uśmiechnął się.
  - Cześć jestem Liam. - powiedział przykucając.
  - Jestem Victoria.
  - Widziałaś swój pokój?
  - Jeszcze nie. - powiedziała spoglądając na Harrego.
  - To choć ja cie tam zaprowadzę, a Carolin zrobi ci coś   do jedzenia. - mówiąc to wziął małą na ręce i wszedł na górę.
  Otworzył drzwi i posadził ją na łóżku. Od razu dało się    zauważyć że Victoria była zachwycona. Liam wziął dwie lalki i  zaczął się z nią bawić. Na początku trochę się bała, ale potem  świetnie się bawiła z Liamem. Od razu zaczęła nazywać go  wujciem Liamem. Zabawę przerwała Carolin wołająca na kolację.
 - Chodź Victoria. Przedstawię ci resztę. 
 - Dobrze wujciu. - odpowiedziała przytulając się do  niego. Zeszli na dół, byli tam już wszyscy. Po kolacji Harry 
 poszedł z Victorią na górę. 
 - I co podoba ci się tu? - zapytał.
 - Tak wujciu. Bardzo mi się tu podoba. - powiedziała
 po raz pierwszy od przyjazdu się uśmiechając. Harry poczuł że  naprawdę pokochał tą dziewczynkę. Włączył jej lampkę, pocałował  w czoło i wyszedł.
 - Dobranoc.
 - Dobranoc wujciu.
           

Czy los pokrzyżuje mu plany?

Co byś zrobił gdyby z dnia na dzień w twoim domu robiło się coraz to dziwniej...?
Pewnego lata w piękny, ciepły dzień gdy na ulicach gwar i szum. Gdy śpiewają ptaki a dzieci śmieją się w każdym zakątku świata beztrosko biegając po polach, ulicach, czy lasach. Wiele zdarzeń sprawiło że życie pewnego chłopaka odmieniło się na zawsze... Ale nie uprzedzajmy zdarzeń bo historia ta jest bardziej rozległą niż mogła by się wydawać...Cofnijmy się do dnia zupełnie kontrastującego z tu opisanym, kiedy to deszcz obijając się o szyby przytłaczał i wprawiał w senność wszystkich mieszkających w Amsterdamie.
Ten dzień był tragiczny zarówno dla matki jak i jej córki które w tym deszczu jechały samochodem. Wpadły w poślizg i jak można to było przewidzieć Jessica Evans osierociła córkę Victorię. Po tych tragicznych wydarzeniach Victoria mieszkała przez parę dni w domu dziecka aż do dostarczenia oficjalnej informacji o wujku Victorii który mieszka w Londynie. Dziewczyna została zapakowana i wysłana samolotem do Anglii gdzie wysłano już list z informacją o przylocie dziewczynki brzmiał on tak:

Drogi Panie Styles
 Dnia 17 września Pańska kuzynka miała wypadek. Wpadła w poślizg na drodze i niestety zginęła na miejscu. Osierociła swoją 7 letnią córkę Victorię. Pańska siostrzenica zamieszka u Pana do osiągnięcia pełnoletności. Przyleci 22 września o godz. 17. Prosimy o przyjazd na lotnisko w Londynie. Dziewczynie nic się nie stało ale jest w ciężkim stanie psychicznym. Jest Pan jej jedyną rodziną.

Z wyrazami Szacunku Dyrekcja Domu Dziecka w Amsterdamie.

Jak można zauważyć prace pisemne nie były mocną stroną Amsterdamskiego domu dziecka lecz najważniejsze że były czytelne
***
Jeszcze tego samego dnia w salonie swego domu usiadła szóstka ludzi  na wspólnym wieczornym czytaniu listów oprócz listów od fanek i rachunków tego dnia przyszło jeszcze coś co wzbudziło ciekawość wszystkich tam obecnych, Harry adresat listu jednym ruchem rozerwał papierową, białą kopertę i wyciągnął kartkę z tekstem który przeczytał na głos. Przeczytał i zamilkł wpatrując się z niedowierzaniem w białą kartkę chwilę milczenia przerwała Caroline-dziewczyna Hazzy
-Tak więc w domu będziemy mieli dziecko...
-Tak,tak... odpowiedział Chłopak podnosząc się z fotela
-Harry dokąd idziesz? Spytał Liam
-Muszę się z tym przespać. powiedział zmierzając w stronę schodów. -A jutro przygotujemy pokój dla małej.
 ***
Te pięć dni minęły bardzo szybko. Więc gdy Harry zorientował się że dziś ma odebrać Victorię była już godzina 18
-Niech to szlag! Wrzasnął Styles i wybiegł z domu po drodze naciskając przycisk otwierający auto na swoich kluczykach. 15 minut potem był na lotnisku. Biegł ile sił aż trafił do dużej sali gdzie pasażerowie oczekiwali na lot. W najdalszym kącie dostrzegł dziewczynkę przeciskając się między krzesłami i bagażami dotarł do dziecka.
-Jak ci na imię?
Dziewczynka nie odpowiedziała
-Victoria?
Dziewczynka pokiwała głową na tak
-Ja jestem Harry. Dawno się nie widzieliśmy co? Przepraszam że musiałaś czekać chodź zabiorę cię do domu.

Tak wygląda Victoria